Jak już wyzdrowieję...

Jak już wyzdrowieję- czyli życie po przeszczepie- czytaj życie po życiu 😊,

Niby żartobliwie ale jest w tym powiedzeniu dużo prawdy. Pacjent wie, że dokonało się w jego życiu coś wyjątkowego – po ciężkiej chorobie usłyszał- jesteś „czysty”. Nikt przy zdrowych zmysłach nie cieszy się z choroby, bo to bardzo trudne doświadczenie dla chorego i bliskich ale skoro już wydarzyło się w naszym życiu i nie można temu zaprzeczyć , wyprzeć się, może zatem warto spróbować” wyciągnąć” z tej historii coś pozytywnego….Hmmm teraz czytelnik myśli, czy przypadkiem autor po chorobie nie ma problemów ze zwojami nerwowymi w mózgu…cóż niewykluczone… 😉 Ale wiem na podstawie własnych doświadczeń, że zamartwianie się i koncentrowanie tylko na chorobie przynosi odwrotny od pożądanego skutek. Zamiast podnosić się z choroby i wracać do życia, negatywne emocje trzymają pacjenta na „uwięzi” i nie pozwalają wrócić do świata…  Jasne jest, że z wyzdrowieniem po chorobie onkologicznej/hematologicznej jest inaczej niż z wyzdrowieniem po grypie, w której po kilkunastu dniach , jedyną pozostałością jest ewentualne osłabienie, utrzymujące się przez kilka dni i koniec. Brak wirusa, zdrowa głowa, pełnia szczęścia, zero strachu….Po leczeniu hematologicznym, niestety czysty szpik nie oznacza czystej głowy i trzeba nauczyć się z tym żyć. Nie ma co zaprzeczać faktom, każdy boi się powrotu choroby, komplikacji po leczeniu, skutków ubocznych mega chemii, odrzucenia przeszczepu, można by jeszcze długo wymieniać listę obaw pacjenta hematologicznego…ale to wszystko nie zwalnia nas z powrotu do normalności, a czym szybciej to nastąpi tym lepiej. Każdy dzień od przeszczepu, utrwala remisję i dlatego każdy dzień nowego życia powinniśmy celebrować, cieszyć się nim ( przecież nie tak dawno nie było pewności co do tego, że on w ogóle nastąpi…) i nie wybiegać zbyt daleko w przyszłość. Nie trzeba martwić się tym co będzie jeśli np. na kolejnym badaniu spadną parametry krwi…jeżeli na ostatnim badaniu lekarz powiedział, że jest dobrze to tego się trzymamy aż do następnej wizyty…nie mnożymy bytów ponad miarę-moje ulubione podsumowanie nieograniczonej zdolności naszej wyobraźni do piętrzenia „strachów”. Próbujmy wykorzystać naszą wyobraźnie aby pracowała na naszą korzyść, nie pozwólmy aby podpowiadała negatywne scenariusze, niech tworzy jasne i radosne obrazy naszej przyszłości. Zacznijmy żyć tu i teraz….z czasem jest łatwiej…naprawdę łatwiej…ale w chorobie hematologicznej wszystko trwa…nic nie dzieje się natychmiast a chorzy hematologicznie to Mistrzowie Świata w ćwiczeniu cierpliwości 😊A skoro leczenie ciągnie się w nieskończoność nie oczekujmy, że i powrót do pełni zdrowia nastąpi natychmiast. Będziemy borykać się z naszymi słabościami, ograniczeniami, wzlotami i upadkami być może już do końca życia ale żyjemy i to jest najważniejsze! Choroba uczy pokory, po wyleczeniu nie ma miejsce na chojrakowanie, robisz dokładnie to co zlecił lekarz. Cały czas obowiązuje zasada , że jesteś szczery w kontakcie ze swoim lekarzem, dokładnie opisujesz swoje objawy, nietypowe dolegliwości. Sumiennie realizujesz plan leczenia, przyjmujesz przepisane leki, robisz zlecone badania, stawiasz się na wizytach kontrolnych. Jeżeli chcesz stosować terapie ziołowe, wcześniej skonsultuj to z lekarzem. Jeżeli inny specjalista przepisze leki np. na przeziębienie, skonsultuj z Twoim hematologiem, czy możesz je łączyć z lekami hematologicznymi. Bądź ostrożny, dbaj o Siebie, unikaj dużych skupisk ludzkich, wypoczywaj, dbaj o dietę a nade wszystko daj odpocząć głowie. Dobrym pomysłem jest powrót do swojej pasji lub znalezienie nowego hobby, może jeśli lekarz pozwoli – powrót do pracy. Ciało jest bardzo ważne ale jeśli głowa będzie wciąż skoncentrowana na chorobie, proces rekonwalescencji będzie się wydłużał, jeśli masz z tym problem porozmawiaj z psychologiem. Na każdym oddziale hematologiczny/onkologicznym pracują specjaliści z tej dziedziny, na pewno podpowiedzą jak sobie poradzić z tym rodzajem stresu.

Na koniec – diagnoza hematologiczna/ onkologiczna zmienia wiele jeśli nie wszystko, strach o przyszłość, o to czy będę żył jest nie do opisania i nie do zrozumienie dla osób które tego nie doświadczyły ale trwając w sidłach choroby sami sobie wyrządzamy wielką krzywdę. Cytując klasyka, nie podążaj tą drogą, nie namawiam do rewolucyjnych rzeczy, może zdobycie przysłowiowego Monteverestu w kilka miesięcy po przeszczepie nie jest jeszcze dla Ciebie ale marzyć i czynić przygotowanie do ataku na szczyt jak najbardziej możesz i powinieneś i to jest właśnie dowód ze znowu jesteś zdrowy 😊